sobota, 25 maja 2013

Stopowanie Serbia-Rumunia

Wyjeżdzając do Serbii, jak już wcześniej mówiłam, na wielkim spontanie, nie myślalam, że stopowanie z Belgradu do Bukaresztu będzie aż tak nieznośne.
Miasta nie mają dobrego połączenia, i tak przez pół dnia jeżdziłyśmy z wioski do nastepnej wioski, bo nikt nie jechał dalej niż 5km.
Na granicy serbsko-rumuńskiej mieliśmy wywiad dotyczacy tego dlaczego akurat do Bukaresztu, po co, na ile, co my w ogole robimy tutaj itd. W ten dzień doświadczyłam tego, co tak bardzo chciałam poczuć- uczucie, że znajduje się na końcu świata.
Nie polecam wsiadania do tirów, gdzie sa rumuńscy kierowcy. mają duża wyobraźnie i są niezwykle bezpośredni. Niestety, mieliśmy chyba tylko jednego kierowcę Rumuna, który znał język angielski.
Podsumowując, Serbowie są bardzo w porządku. Nie mieliśmy przypalu żadnego z nimi. Za to Rumunów mogę podzielić na dwie kategorie- mili i nachalni. 


sobota, 18 maja 2013

Serbia

Najgorsze uczucie, kiedy zaczynam dodawać zdjęcia z miejsc, w których byłam stosunkowo dawno temu, a bedac leniem, robie to własnie teraz, a nie 2 tygodnie temu, kiedy miałam ochotę opowiadac każdemu o tym skąd właśnie wróciłam.
Na majówke miałam milion pomysłów. O mało nie pojechałam zwiedzać Albanii, Macedonii i reszty Bałkan. Nie żaluję, że wybrałam "uboższą" wersje podróży. Niby jestem odważna, ale spanie pod namiotem mnie nie przekonuję. Zresztą, najwazniejsze jest towarzystwo, a 24h z kimś, kto Ci często tez działa na nerwy, mogło byc ogromnym niewypałem.
Tydzien przed wyjazdem zadecydowałam- Serbia+Rumunia, wszystko na stopa, Couch Surfing.
Wystartowaliśmy o 6 rano, w sobotę(3h przed sławnym wyścigiem do Dubrownika) i 14 godzin później, wylądowłayśmy w Belgradzie, u hosta, który był skin headem.  O dziwo, stopowanie poszlo nam niezwykle szybko, 5 aut, gdzie ostatnie- Bułgar, ktory nas ejszcze wziął na kolacje i pozwalał słuchac głosno muzyki, jadąc 200km/h.
W Rumunii spędziłyśmy 3 noce, chociaż, od samego początku, pomimo wielkiej gościnnosci naszego hosta, miałam ochote uciec. Niestety, w jego mieszkaniu można było znaleźć wszystko... Zlew zawalony skzlankami, które te z kolei były już zarośnięte pleśnią. Milion śmieci, no i nie wspominając juz o łazience...
za to sam Belgrad bardzo mi się spodobał. Miało się wrażenie, że miasto jest zbudowane wokół zamku. Było też czysto i sama atmosfera, brak nachalnych męźczyzn, pozwalało na miłe zwiedzanie miasta.
 Mieszkanie naszego hosta



 Przy wejściu na zamek
 Nasz host i Agata





 Szczerze, to nie mam pojęcia co znaczy ten napis.
 Typowe sklepy

 Wystawa aut. Po wejściu do środa, przechodni się pytali czy to nasze auto...

 Rosyjski dom, z tego co pamiętam. Nasz host, Agata i jego kolega.
 Idąc chodnikiem...
 Przejście do Nowego Belgradu
 Na tych barkach są puby i wieczorami imprezy
 Chciałabym tam spać


 Agacie trochę nie wyszła mina, ale to co je, bylo świetne- nazywało się Burak. Było to ciasto naleśnikowo-francuskie nadziewane mięsem. Była tez wersja z serem, ale nie próbowałyśmy. Tez kazdy posiłek popijają jogurtem. Spotkalam się z tym w Trucji, kiedy do każdego Kebaba dolączali własnie jogurt.
 Między straganami
 Na początku się dziwiłysmy, dlaczego wsżedzie sprzedają kurczaczki itd., nie wiedziałysmy, że w najbliższy weekend mieli obchodzić Wielkanoc.

 Moj ulubiony sklep


A teraz, postaram się w przeciągu 2-3 dni napisać o Rumunii, dodac może filmy z naszego łapania stopa, a potem opisac Londyn!