Przerywam opisywanie Włoch. dzisiaj przyleciałam do Eindhoven, skąd odebrał mnie host z 4 dzieci. Miło z ich strony, bo najmłodsze miało wczoraj gorączkę, a jeżdzenie na lotnisko, keidy jest godzina w 1 stronę, nie jest dobrą opcją...
Na razie wszystko jest ok, co mnie zdziwiło, dzieci akceptują keidy mała chce sie z nimi bawic. Traktują ją jak własną małą ksieżniczkę. Owszem, obawiałam się wyjazdu do 4 dzieci. Najwiekszy problem moge miec z 2 latkiem, którego nie rozumiem, a dosyc często płaczę z byle powodu... Hości są mega wyrozumiali o wszystko, dzisiaj od 14.30 do 20.30 cąły czas bylamz hostka i dziecmi, pokazywała mi co i jak. Najlepsze jest to, ze one się kąpią hurtowo, 3 w wannie, jedno pod prysznicem i tym sposobem kąpiel trwa mega krótko.
Dzieci też nie są jakies obrażalskie, nie patrzą na mnei spod oka, tylko nawet pomagają, szczegolnie najstarszy, keidy mały coś chce, a ja nie rozumiem. 6-latek non stop siedzi w pokoju zabaw i tworzy cos z modeliny, czegos poodbnego do chrupek, albo maluje.
Śmieszne jest to, ze mają wszystko w dużych ilosciach. Np dzisiaj bylam z nimi w sklepie po worki na smieci, to hostka kupiła od razu 3 paczki.
No i, dzieci chodza na boso wszedzie, nawet mała, i wieczorem wyglądają juz jak murzynki;)
Na razie dodaje zdjęcia pokoju, w sumie w rzeczywistosci wygląda lepiej.
Jedna częśc pokoju, do siedzenia w dzień
druga częsc, w oddali garderoba.
garderoba, nie chce mi odwrocic zdjęcia...
to co mi się podoba najbardziej
part2
part3
wow, i co jest najlepsze, dom ma 3 poziomy, a shcody są takie, ze nawet idac sama musze sie trzymac wszystkiego, kręte i wąskie, a już z mała to nie potrafie zejsc...
środa, 30 maja 2012
wtorek, 29 maja 2012
Włochy- Rzym
Strasznie długo czekałam na to by tam pojechac. W sumie planowalismy to od dawna i tam miałyśmy wypoczac po egzaminach... Zjednej storny ogromnie mi się podobało, bo jednak dużo się nauczylam przez zaledwie kilka dni, ale z drugiej storny czuje jakis niedosyt...
Miałyśmy wylot z Poznania do Rzymu. Lotnisko w Rzymie jest ogromne, pierwszy raz na tak wielkim byłam. Oczywiscie zgubiłyśmy się i Andrea musiał na nas czekac conajmniej godzinę. ( Nasz host był tak miły, że po nas przyjechał)
Pod jego mieszkaniem. Obracam zdjęcia, wszystko mam ok zapisane, a i tak wstawia odwrotnie...
Andrea mieszkał koło Koloseum, czyli można powiedziec, ze scisle centrum. Nie dziwie się, że miał co noc kogoś. Szkoda tylko, że był cholernie nieśmiały, i też mało rozrywkowy... Ale na scianach miał kupe biletów z różnych koncertów i co chwila latał do Ameryki...
Oto i on. Mimo, że był bezproblemowy, to nigdy chyba już nie pojade do 32 letniego włocha...
Pierwszy dzien, jak przyjechałyśmy, pokazał nam mniej więcej Rzym, ale drugiego dnia juz zwiedziałyśmy dokładnie np. Watykan. Najlepsze były wieczory. - Andrea, są jakies imprezy?, - Wątpie, jest niedziela/poniedziałek możemy pójśc do pubu jakiegos. - Ok.
Po czym, spedzajac tam godiznę, siedzac generlanie w milczeniu, bo nie było o czym gadac, wracaliśmy do domu. W drugi wieczór była jeszcze jakas dziewczyna z Brazylii, która słabo umiała angielski, ale wydawała się całkiem sympatyczna.
Nie wiem, dziwią mnie takie osoby, które bawią się w Couchsurfing, a nie maja nic do zaoferowania. Tzn, Andrea był spoko kolesiem, ale całkowicie zamkniętym... Wiecznie siedział w pracy, a jak wracał to komórka z komputerem na zmianę i wysylanie odpowiedzi na requesty. Z Agatą obstawiamy, że rzuciła go dziewczyna(na tabliczce przy drzwiach wyczytalysmy, ze z kims jeszcze mieszkal) i aby zapomniec zaczął się bawic w CS. W sumie mogę go polecic, ale tylko pod wzgledem traktowania jego mieszkania jako hostel. Tzn., masz własnych znajomych, nie potrzebujecie nikogo z zewnatrz itd.
Nasze śniadanie.
Wlosi mają dziwny system jedzenia. Przez te pare dni trudno było nam się przyzwyczaic, ze jak można rano jeśc cos tlyko słodkiego a dopiero o 21 się napychac... Ale wszyscy nasi hości robili dobre jedzenie i kawę;)
Dalszy ciąg napiszę już w Holandii, bo jutro wylatuję(w co nadal nie moge uwierzyc, ze na tak długo) w dodatku komputer mi sie tnie i babcia specjalnie ugotowała truskawką zupę.
Wszystko musze robic na ostatnią chwilę, gdyż dopiero wczoraj pod wieczór wrocilam do domu. Niby mineły prawie 2 tyg od ostatniego egzmainu, ale nie czuję się wypoczęta, a co najlepsze, nie wiem jak będzie jutro i przez najbliższe 4 miesiące..
Hosta wczoraj napisała do mnie, że własnie skonczyli urzadzac moj pokoj i są nim zachwyceni(jak wyjadę to ten pokoj bedzie ich najstarszego syna) i wlasnie z nim poprzypinała w cąłym domu karteczki do rożnych rzeczy, gdzie jest napisane jak to nazywa się po angielsku, jak po holendersku i jak wymawiac.
Wydaje się naprawdę miła i wg mnie dużo ryzukuje zgadzajac się na mnie keidy nie umiem słowa po holendersku, a dzieci nie znają w ogóle angielskiego...
Miałyśmy wylot z Poznania do Rzymu. Lotnisko w Rzymie jest ogromne, pierwszy raz na tak wielkim byłam. Oczywiscie zgubiłyśmy się i Andrea musiał na nas czekac conajmniej godzinę. ( Nasz host był tak miły, że po nas przyjechał)
Pod jego mieszkaniem. Obracam zdjęcia, wszystko mam ok zapisane, a i tak wstawia odwrotnie...
Andrea mieszkał koło Koloseum, czyli można powiedziec, ze scisle centrum. Nie dziwie się, że miał co noc kogoś. Szkoda tylko, że był cholernie nieśmiały, i też mało rozrywkowy... Ale na scianach miał kupe biletów z różnych koncertów i co chwila latał do Ameryki...
Oto i on. Mimo, że był bezproblemowy, to nigdy chyba już nie pojade do 32 letniego włocha...
Pierwszy dzien, jak przyjechałyśmy, pokazał nam mniej więcej Rzym, ale drugiego dnia juz zwiedziałyśmy dokładnie np. Watykan. Najlepsze były wieczory. - Andrea, są jakies imprezy?, - Wątpie, jest niedziela/poniedziałek możemy pójśc do pubu jakiegos. - Ok.
Po czym, spedzajac tam godiznę, siedzac generlanie w milczeniu, bo nie było o czym gadac, wracaliśmy do domu. W drugi wieczór była jeszcze jakas dziewczyna z Brazylii, która słabo umiała angielski, ale wydawała się całkiem sympatyczna.
Nie wiem, dziwią mnie takie osoby, które bawią się w Couchsurfing, a nie maja nic do zaoferowania. Tzn, Andrea był spoko kolesiem, ale całkowicie zamkniętym... Wiecznie siedział w pracy, a jak wracał to komórka z komputerem na zmianę i wysylanie odpowiedzi na requesty. Z Agatą obstawiamy, że rzuciła go dziewczyna(na tabliczce przy drzwiach wyczytalysmy, ze z kims jeszcze mieszkal) i aby zapomniec zaczął się bawic w CS. W sumie mogę go polecic, ale tylko pod wzgledem traktowania jego mieszkania jako hostel. Tzn., masz własnych znajomych, nie potrzebujecie nikogo z zewnatrz itd.
Nasze śniadanie.
Wlosi mają dziwny system jedzenia. Przez te pare dni trudno było nam się przyzwyczaic, ze jak można rano jeśc cos tlyko słodkiego a dopiero o 21 się napychac... Ale wszyscy nasi hości robili dobre jedzenie i kawę;)
Dalszy ciąg napiszę już w Holandii, bo jutro wylatuję(w co nadal nie moge uwierzyc, ze na tak długo) w dodatku komputer mi sie tnie i babcia specjalnie ugotowała truskawką zupę.
Wszystko musze robic na ostatnią chwilę, gdyż dopiero wczoraj pod wieczór wrocilam do domu. Niby mineły prawie 2 tyg od ostatniego egzmainu, ale nie czuję się wypoczęta, a co najlepsze, nie wiem jak będzie jutro i przez najbliższe 4 miesiące..
Hosta wczoraj napisała do mnie, że własnie skonczyli urzadzac moj pokoj i są nim zachwyceni(jak wyjadę to ten pokoj bedzie ich najstarszego syna) i wlasnie z nim poprzypinała w cąłym domu karteczki do rożnych rzeczy, gdzie jest napisane jak to nazywa się po angielsku, jak po holendersku i jak wymawiac.
Wydaje się naprawdę miła i wg mnie dużo ryzukuje zgadzajac się na mnie keidy nie umiem słowa po holendersku, a dzieci nie znają w ogóle angielskiego...
wtorek, 15 maja 2012
Dortmund-Paryż-Beauvais
Zaczęło się od wylotu z Wrocławia do Dortmundu. Ostatecznie w 5 osob chcielismy spędzic tego sylwestra w Paryżu. W Dortmundzie zaczęło sie łapanie stopa(dla mnie pierwszy raz), podzieliliśmy sie na dwie grupy, 3 i 2 osobowe. Mimo, iż na początku szło nam całkiem nieźle. Pierwszy Turek, i 50e, bo nasz pomysł jest durny, oraz jego nr telefonu, gdybyśmy jednak nie dotarły, coś nam się stalo... Ogólnie, jechaliśmy jakos conajmniej 15 autami. Każda spotkana osoba diametralnie rózniła się od innych. Albo zjarani kolesie, albo babka zafascynowana sadzeniem drzewek owocowych i podjarana, że może pogadac z kims po angielsku, albo też dóch śmierdzących kolesi, mówiacych w niewiadomo jakim języku, którzy wywieźli nas na jakas wieś, skąd trudno było się gdziekolwiek dostac, pamiętam, ze to było jakoś w Belgii.
Żałuję strasznie, że dopiero teraz to opisuje, bo już większosci rzeczy nie pamiętam dobrze.
O, pamiętam też ślicznego murzyna, który jechał z dziewczyną na jakieś przyjęcie. I jak nie podobają mi się ciemnoskórzy tak go do tej pory wspominam... Zresztą nie tylko ja.
Dotarłyśmy o 23 pod Wieżę, cholernie szczęśliwe, że udało się "na czas".
Jak za pierwszym razem myślałam, iż Paryż ocieka zajebistością, tak teraz zrozumialam, że niestety Turcy z ciemnoskórymi niszczą cała ta atmosferę.
Dlatego też, z całej tej wyprawy, wspominam najlepiej sam dojazd. Za jakies 3-4 dni powtórka, tym razem we Włoszech. I can't wait!
Żałuję strasznie, że dopiero teraz to opisuje, bo już większosci rzeczy nie pamiętam dobrze.
O, pamiętam też ślicznego murzyna, który jechał z dziewczyną na jakieś przyjęcie. I jak nie podobają mi się ciemnoskórzy tak go do tej pory wspominam... Zresztą nie tylko ja.
Dotarłyśmy o 23 pod Wieżę, cholernie szczęśliwe, że udało się "na czas".
Jak za pierwszym razem myślałam, iż Paryż ocieka zajebistością, tak teraz zrozumialam, że niestety Turcy z ciemnoskórymi niszczą cała ta atmosferę.
Dlatego też, z całej tej wyprawy, wspominam najlepiej sam dojazd. Za jakies 3-4 dni powtórka, tym razem we Włoszech. I can't wait!
Ubóstwiam taka zabudowę
part 1.
part 2.
sosy wielokrotnego użytku.
Dużo zdjęc niestety nie moge znalezc. Nie wiem gdzie je pozapisywałam... Ale chcę pojechac jeszcze raz do Paryża. Na dłużej. Zwiedzic dokładnie wszystko, w końcu do trzech razy sztuka.
poniedziałek, 14 maja 2012
Duesseldorf
Zacznę od zeszłych wakacji. Wprawdzie jedyne dobre zdjęcia mam z Duessel. Będąc w Turcji, akurat Michał zabrał mój aparat.
W Duesseldorfie mieszka mama Agaty, przez co pojechałyśmy do niej na kilka dni.
W Duesseldorfie mieszka mama Agaty, przez co pojechałyśmy do niej na kilka dni.
Agatka
Mimo, że nie lubię byc 2 razy w tym samym miejscu, to tam stanowczo chce wrócic. Może uda mi się znów w te wakacje, które zaczynam już w piątek. Wszystko zależy od ludzi, których spotkam w Holandii i tego czy Agata będzie jakos "w okolicy".
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)