wtorek, 15 maja 2012

Dortmund-Paryż-Beauvais

Zaczęło się od wylotu z Wrocławia do Dortmundu. Ostatecznie w 5 osob chcielismy spędzic tego sylwestra w Paryżu. W Dortmundzie zaczęło sie łapanie stopa(dla mnie pierwszy raz), podzieliliśmy sie na dwie grupy, 3 i 2 osobowe. Mimo, iż na początku szło nam całkiem nieźle. Pierwszy Turek, i 50e, bo nasz pomysł jest durny, oraz jego nr telefonu, gdybyśmy jednak nie dotarły, coś nam się stalo... Ogólnie, jechaliśmy jakos conajmniej 15 autami. Każda spotkana osoba diametralnie rózniła się od innych. Albo zjarani kolesie, albo babka zafascynowana sadzeniem drzewek owocowych i podjarana, że może pogadac z kims po angielsku, albo też dóch śmierdzących kolesi, mówiacych w niewiadomo jakim języku, którzy wywieźli nas na jakas wieś, skąd trudno było się gdziekolwiek dostac, pamiętam, ze to było jakoś w Belgii.
Żałuję strasznie, że dopiero teraz to opisuje, bo już większosci rzeczy nie pamiętam dobrze.
O, pamiętam też ślicznego murzyna, który jechał z dziewczyną na jakieś przyjęcie. I jak nie podobają mi się ciemnoskórzy tak go do tej pory wspominam... Zresztą nie tylko ja.
Dotarłyśmy o 23 pod Wieżę, cholernie szczęśliwe, że udało się "na czas".
Jak za pierwszym razem myślałam, iż Paryż ocieka zajebistością, tak teraz zrozumialam, że niestety Turcy z ciemnoskórymi niszczą cała ta atmosferę.
Dlatego też, z całej tej wyprawy, wspominam najlepiej sam dojazd. Za jakies 3-4 dni powtórka, tym razem we Włoszech. I can't wait!
Ubóstwiam taka zabudowę
part 1.
part 2.
sosy wielokrotnego użytku.

Dużo zdjęc niestety nie moge znalezc. Nie wiem gdzie je pozapisywałam... Ale chcę pojechac jeszcze raz do Paryża. Na dłużej. Zwiedzic dokładnie wszystko, w końcu do trzech razy sztuka.

1 komentarz: