Dzisiaj juz moge poczuc w pełni wakacje. Zdalam maturki i wyjeżdzam za 1,5h do Wloch. Może rozszerzenia nie poszly mi najlepiej, ale ciesze się, że nie musze stąd wracac w sierpniu. Jeszcze aby tradycji stało się za dosc, moja mama zerwala się z pracy by zobaczyc moje wyniki i oczywiscie musiała spotkac mojego wychowawcę, który zaczął narzekac na to jak słabo napisalam polski. LITOŚCI, składam na politechnikę i ekonomiczny, a tam najmniej patrza na punkty z języka polskiego.
dziwne uczucie, miec prawie cały dzień wolny. dzieci siedzą u znajomych, rano tlyko chwile z Phoebe, a póxniej lekkie ogarnięcie przed wyjazdem.
Poskładałam już na uczelnie. Mam nadzieję, że gdzieś mnie będą chciec za tydzień.
Chociaż... nie chcę wracac do Polski, tutaj mi pasuje jak najbardziej. Szkoda, że nie zabralam się za naukę angielskiego wcześniej. Aplikowałabym tlyko na holenderskie uczelnie i szukała pokoju do wynajęcia...aaaaa marzenia. Mam nadzieję, że jeszcze w przyszłosci (liczę na przyszły rok) będe mogła się tym zając.
Dzisiaj też zastanawiałam czy może nie spróbowac jakiegos wolontariatu na ten rok. Przez Couch Surfing mozna poznac naprawde duzo ciekawych ludzi, którzy inspirują do mnostwa rzeczy. i patrząc na to, że wiekszosc robi sobie po szkole przerwe roczna, może dwuletnią i dopiero wtedy się zabiera za studia, aż samemu przychodzi na to ochota.
Troszkę szkoda, że moi rodzice nadal tego nie akceptują, a będac uzależnionia fonansowo od nich i tez sama chec skonczenia studiów aby miec większe wykształcenie niz na sprzataczkę, trochę każe mi relanie patrzec na przyszły rok.
Ogólnie to zaryzykowalam i aplikowalam na zarządzanie po angielsku, gdzie jest taki próg iż powinnam się dostac. Ciekawe jak długo będzie z utrzymaniem się...
Oh, mimo, iż czasem dzieciaki dają w kośc i masz ochote nawrzeszczec na nie, to jednak czasem sa tak kochane... Np wczoraj, przychodzę do pokoju małej(słyszalam, że cos gada, więc myśle, pewnie sie obudziła) a tam najmłodszy chłopak wpakował się do jej łóżeczka i się z nią bawi. Rzadko kiedy udaje mu sie wstac bez płaczu, dlatego też od razu ograniczył mi nerwów.
Słaba jakosc, gdyż tylko telefon miałam pod ręką, ale chcialam to uwiecznic;)
Tutaj, w końcu czuję, że zyję. Cieszę się, że wszystko się tak poukładało i mam tą możliwosc podrożowania. Chociaż zaczynam powoli nabierac ochoty na bardziej odległe miejsca...
piątek, 29 czerwca 2012
wtorek, 26 czerwca 2012
Amsterdam
Chcę tam wrócic, chcę zamieszkac tam chociaż na rok, chcę jeździc po Amsterdamie rowerem i wejsc do każdego muzeum.
Dwa dni, przy ograniczonym budżecie, to było stanowczo za mało. Niestety, Amsterdam jest drogi, ale ma swój klimat. Cudownie byłoby znaleźc tam kiedys pracę i poczuc się jak lokalna osoba, nie tylko jako zwykły turysta, a ich jest tam bardzo dużo.
Oudenbosch oczywiście też jest słodki na sój sposob, ale dla mnie stanowczo za maly. I co jest dziwne, zwiedzając ogrom miast, własnie tam, w Amsterdamie, poczułam, że to jest to miejsce.To jest tak jak zobaczenie tego jedynego, poznanie go, i tylko upewnienie się w tym, że jest idealny, haha.
Holandia ma swój urok, chociaż dużo przebywa tu obcokrajowców.
Jednak studiwac w Amsterdamie, nie dałabym rady;)
Grupy z przewodnikiem zawsze w tym miejscu robiły sobie zdjęcie skaczac i krzyczac Amsterdam. Arek też chciał;)
Dwa dni, przy ograniczonym budżecie, to było stanowczo za mało. Niestety, Amsterdam jest drogi, ale ma swój klimat. Cudownie byłoby znaleźc tam kiedys pracę i poczuc się jak lokalna osoba, nie tylko jako zwykły turysta, a ich jest tam bardzo dużo.
Oudenbosch oczywiście też jest słodki na sój sposob, ale dla mnie stanowczo za maly. I co jest dziwne, zwiedzając ogrom miast, własnie tam, w Amsterdamie, poczułam, że to jest to miejsce.To jest tak jak zobaczenie tego jedynego, poznanie go, i tylko upewnienie się w tym, że jest idealny, haha.
Holandia ma swój urok, chociaż dużo przebywa tu obcokrajowców.
Jednak studiwac w Amsterdamie, nie dałabym rady;)
Ciekawe muzea można zobaczyc
Jak można mieszkac w czymś takim?
typowa taksówka, glównie w środku nocy i nad ranem, kiedy tramwaje już nie kursują. Wiózł nas oczywiście polak;)
Jedna z witryn sklepowych
Paweł niestety przespał większośc Amsterdamu
Na każdej ulicy conajmniej z 2-3.
Grupy z przewodnikiem zawsze w tym miejscu robiły sobie zdjęcie skaczac i krzyczac Amsterdam. Arek też chciał;)
Zachęcające, aby wejśc do Madam Tussauds
Nie probowaliśmy...
Arkowi tez sie podobało.
I na koniec
wtorek, 19 czerwca 2012
Rotterdam
Spędziłam w nim jakies 2 dni, i niestety, niczym mnie nie zauroczył. Odwiedziłam nawet Primark, z ktorego i tak wyszłam zawiedziona. Miasto to jest glównie przemysłowe, znalezc mozna jedynie 3 budynki zachowane sprzed wojny.
Jeden z nich, + host i inna au pair
Ze statku, który kosztował 10e, a zobaczyc mozna bylo widoki tego typu.
Owszem, pogoda była nieciekawa, ale to juz normalne w Holandii.
Niestety, mam jedynie kilka zdjęc z Rotterdamu, bo wyjazd był dosyc słaby, tak jak miasto. Wiem juz na pewno, że jak chcę poimprezowac, to nie z ludzmi znacznie starszymi ode mnie. Czułam się jak mała dziewczynka bez rączek i mózgu, której trzeba wszystko kupic i spytac milion razy, czy wszystko jest ok.
piątek, 15 czerwca 2012
Holandia po 17 dniach
Dzisiaj spędziłam z dziecmi 11 godzin i już myślałam, że oszaleję. Niestey, chyba źle wybrałam, bo zależało mi na nauce angielskiego i holenderskiego przy okazji, ale całe dnie muszę zajmowac się dziecmi, i keidy konczę, odechciewa mi się wszystkiego.
Jedyny sukces jest taki, że rozumiem 1/10 tego co chcą dzieci, ale tylko wyłapuję niektóre słowa. Wczoraj wysłałam już zgłoszenia na politechnikę. Wracam na rok do Polski, mimo, że znalazłam inną rodzinę od października.
Na razie nie czuję tego, że chciałabym byc jeszcze raz au pair, przynajmniej nie z dziecmi, z którymi nie mam wspólnego języka. Mega trudno jest dogadac się kiedy ja mowie po angielsku, a dzieci tylko po holendersku. Najgorzej jest z 2,5 latkiem, który co chwila lata do mamy z płaczem, bo nie chcę mu czegos dac, albo wymagam Bóg wie co.
Troszkę się przejechałam na hostach, bo myślałam, że będę krócej zajmowac się dziecmi, a tak to wychodzi jakies 50h tygodniowo. Miałam nadzieję, że coś więcej wyniosę z tego wyjazdu. Na razie wiem, że chce tu wrócic na studia, bo Holandia jako kraj straaaaasznie mi się podoba.
Przedwczoraj, pierwszy raz spotkałam się z negatywną opinią o Polakach. A mianowicie, wracałam do domu, myślałam, że się spóźniłam na ostatni autobus do mojej miejscowosci, więc zagadalam do jednego chłopaka na przystanku czy juz był. I tak zaczelismy rozmawiac. Wsiedlismy do autobusu, on tam spotkał sowich kolegów i zaczeło się wypytywanie skąd jestem, co tutaj robię itd. Zaczeli sie smiac, ze dużo polaków przyjeżdza tutaj zbierac np. truskawki bo tacy biedni jestemsy itd. Co więcej, nawet śmiali się ze mnie, że zajmuję sie dziecmi, i że holendrzy przez to mnie sprytnie wykorzystują... Oczywiscie nie uwierzyli, że nie przyjechałam tutaj dla tych 100e tygodniowo. Jesli by tak było, nie marudziłabym, że nie mam czasu na naukę. Jednka, mimo wszystko, poniekąd muszę im przyznac rację, bo coraz bardziej utwierdzam się w tym, że polacy sa tutaj wykorzystywani, i dla pieniedzy, potrafią pracowac wszędzie i zawsze.
Może, jak odpocznę, to zaczne patrzec z wiekszym uśmiechem na to wszystko, na razie, jestem padnięta.
Plusem jest to, że poznaję tutaj duzo osob, które sa naprawdę świetne.
Jedyny sukces jest taki, że rozumiem 1/10 tego co chcą dzieci, ale tylko wyłapuję niektóre słowa. Wczoraj wysłałam już zgłoszenia na politechnikę. Wracam na rok do Polski, mimo, że znalazłam inną rodzinę od października.
Na razie nie czuję tego, że chciałabym byc jeszcze raz au pair, przynajmniej nie z dziecmi, z którymi nie mam wspólnego języka. Mega trudno jest dogadac się kiedy ja mowie po angielsku, a dzieci tylko po holendersku. Najgorzej jest z 2,5 latkiem, który co chwila lata do mamy z płaczem, bo nie chcę mu czegos dac, albo wymagam Bóg wie co.
Troszkę się przejechałam na hostach, bo myślałam, że będę krócej zajmowac się dziecmi, a tak to wychodzi jakies 50h tygodniowo. Miałam nadzieję, że coś więcej wyniosę z tego wyjazdu. Na razie wiem, że chce tu wrócic na studia, bo Holandia jako kraj straaaaasznie mi się podoba.
Przedwczoraj, pierwszy raz spotkałam się z negatywną opinią o Polakach. A mianowicie, wracałam do domu, myślałam, że się spóźniłam na ostatni autobus do mojej miejscowosci, więc zagadalam do jednego chłopaka na przystanku czy juz był. I tak zaczelismy rozmawiac. Wsiedlismy do autobusu, on tam spotkał sowich kolegów i zaczeło się wypytywanie skąd jestem, co tutaj robię itd. Zaczeli sie smiac, ze dużo polaków przyjeżdza tutaj zbierac np. truskawki bo tacy biedni jestemsy itd. Co więcej, nawet śmiali się ze mnie, że zajmuję sie dziecmi, i że holendrzy przez to mnie sprytnie wykorzystują... Oczywiscie nie uwierzyli, że nie przyjechałam tutaj dla tych 100e tygodniowo. Jesli by tak było, nie marudziłabym, że nie mam czasu na naukę. Jednka, mimo wszystko, poniekąd muszę im przyznac rację, bo coraz bardziej utwierdzam się w tym, że polacy sa tutaj wykorzystywani, i dla pieniedzy, potrafią pracowac wszędzie i zawsze.
Może, jak odpocznę, to zaczne patrzec z wiekszym uśmiechem na to wszystko, na razie, jestem padnięta.
Plusem jest to, że poznaję tutaj duzo osob, które sa naprawdę świetne.
Breda
Może średnio wyszłyśmy, ale to nasze jedyne wspólne zdjęcie, vesselina(po lewej) z Bułgarii, Stephni(po prawej) z Południowej Afryki
Podczas meczu
Mimo, że dużo osób bylo pijanych i to mocno, to kulturalnie się zachowywali.
Vasselina
Moja mina i darmowe piwo od Holendrów, zawsze spoko.
Po meczu
Katedra w Bredzie
Dependance;)
środa, 6 czerwca 2012
Włochy- Ancona- Rimini-Forli
Połączę już całą resztę w całosc, bo nawet te Włochy, przez Holandie, wydają się odległymi czasami... A dzisiaj mialam lajtowy dzien, więc mogę się tym zajac.
Po 2 dniach w Rzymie przyszedł czas na Anconę, oczywiscie stopem, w deszczu.
Płaszczyki od arabów za 5e. Co jest fajne, jak zaczynało padac to sprzedawali tego rodzaje płaszcze i parasolki, a keidy przestawalo i wychodizlo slonce, to wyjmowali okulary przeciwsłoneczne.
Po 2 dniach w Rzymie przyszedł czas na Anconę, oczywiscie stopem, w deszczu.
Płaszczyki od arabów za 5e. Co jest fajne, jak zaczynało padac to sprzedawali tego rodzaje płaszcze i parasolki, a keidy przestawalo i wychodizlo slonce, to wyjmowali okulary przeciwsłoneczne.
Tak wyglądałyśmy caaaaaaaały czas
Port w Anconie nocą.
Mimo, że miasto nie jest popularne, to jednak podobało mi się. Pełno wąskich uliczek, gdzie nawet nasz host się zgubił z nami, a co najważniejsze, odkrywal nowe miejsca. Cudnie było trafic na osobę, która nie mówiła w ogóle po angielsku i non stop używała wloskiego. Przez godzine próbowałysmy z niego wydusic czy będac w Bostonie miał podobny problem z dogadaniem się. To jedyne co nam wyltumaczyl to to, że ludzie tam sa bardziej otwarci i jest zupelnie inaczej. Spoko.
Oto on!
W drodze do Rimini, fajnie, że droga biegnie wzdłuż brzegu morza;)
Pociągi, II klasa, całkiem podobnie jak u nas;]
Agatce sie podoba Rimini.
Z hostem i jego kolegą..
Przed wyjściem do klubu, który jest na morzu, a i tak było beznadziejnie.
Przybycie do Forli, i wyjście z włoszkami do parku.
Miały to byc nasze wakacje po egzaminach, a chyba bylyśmy jeszcze bardziej wymęczone...
Nasza hostka w Forli.
Nie wiem, od zawsze byłam uprzedzona do włoskich dziewczyn, ze sa zapatrzone w siebie, zazdrosne itd. Jednka jak je poznałam to zmieniłam zdanie. Są mega otwarte i po 10 min znalysmy już w jakich kolesiach gustują i która jakie ma doświadczenie... Ponoc włosi mega lecą na cudzoziemki, nawet Catherine(hostka) raz udawała, ze nie jest z Włoch, to od razu miała większe zainteresowanie wsórd chlopców.
podsumowując, owszem, Włochy są piękne, ale na wakacje i tylko widoki, samych ludzi mieszkających tam nigdy nie zrozumiem. Oczywiscie muszę jeszcze z 3 razy pojechac do nich by moc zwiedzic więcej, ale nigdy tam nie zamieszkam...
Zresztą, za 3 tygodnie, Italy again!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)















