wtorek, 29 maja 2012

Włochy- Rzym

Strasznie długo czekałam na to by tam pojechac. W sumie planowalismy to od dawna i tam miałyśmy wypoczac po egzaminach... Zjednej storny ogromnie mi się podobało, bo jednak dużo się nauczylam przez zaledwie kilka dni, ale z drugiej storny czuje jakis niedosyt...
Miałyśmy wylot z Poznania do Rzymu. Lotnisko w Rzymie jest ogromne, pierwszy raz na tak wielkim byłam. Oczywiscie zgubiłyśmy się i Andrea musiał na nas czekac conajmniej godzinę. ( Nasz host był tak miły, że po nas przyjechał)
Pod jego mieszkaniem. Obracam zdjęcia, wszystko mam ok zapisane, a i tak wstawia odwrotnie...
Andrea mieszkał koło Koloseum, czyli można powiedziec, ze scisle centrum. Nie dziwie się, że miał co noc kogoś. Szkoda tylko, że był cholernie nieśmiały, i też mało rozrywkowy... Ale na scianach miał kupe biletów z różnych koncertów i co chwila latał do Ameryki...
Oto i on. Mimo, że był bezproblemowy, to nigdy chyba już nie pojade do 32 letniego włocha...
Pierwszy dzien, jak przyjechałyśmy, pokazał nam mniej więcej Rzym, ale drugiego dnia juz zwiedziałyśmy dokładnie np. Watykan. Najlepsze były wieczory. - Andrea, są jakies imprezy?, - Wątpie, jest niedziela/poniedziałek możemy pójśc do pubu jakiegos. - Ok.
Po czym, spedzajac tam godiznę, siedzac generlanie w milczeniu, bo nie było o czym gadac, wracaliśmy do domu. W drugi wieczór była jeszcze jakas dziewczyna z Brazylii, która słabo umiała angielski, ale wydawała się całkiem sympatyczna.
Nie wiem, dziwią mnie takie osoby, które bawią się w Couchsurfing, a nie maja nic do zaoferowania. Tzn, Andrea był spoko kolesiem, ale całkowicie zamkniętym... Wiecznie siedział w pracy, a jak wracał to komórka z komputerem na zmianę i wysylanie odpowiedzi na requesty. Z Agatą obstawiamy, że rzuciła go dziewczyna(na tabliczce przy drzwiach wyczytalysmy, ze z kims jeszcze mieszkal) i aby zapomniec zaczął się bawic w CS. W sumie mogę go polecic, ale tylko pod wzgledem traktowania jego mieszkania jako hostel. Tzn., masz własnych znajomych, nie potrzebujecie nikogo z zewnatrz itd.
Nasze śniadanie.
Wlosi mają dziwny system jedzenia. Przez te pare dni trudno było nam się przyzwyczaic, ze jak można rano jeśc cos tlyko słodkiego a dopiero o 21 się napychac... Ale wszyscy nasi hości robili dobre jedzenie i kawę;)

Dalszy ciąg napiszę już w Holandii, bo jutro wylatuję(w co nadal nie moge uwierzyc, ze na tak długo) w dodatku komputer mi sie tnie i babcia specjalnie ugotowała truskawką zupę.
Wszystko musze robic na ostatnią chwilę, gdyż dopiero wczoraj pod wieczór wrocilam do domu. Niby mineły prawie 2 tyg od ostatniego egzmainu, ale nie czuję się wypoczęta, a co najlepsze, nie wiem jak będzie jutro i przez najbliższe 4 miesiące..
Hosta wczoraj napisała do mnie, że własnie skonczyli urzadzac moj pokoj i są nim zachwyceni(jak wyjadę to ten pokoj bedzie ich najstarszego syna) i wlasnie z nim poprzypinała w cąłym domu karteczki do rożnych rzeczy, gdzie jest napisane jak to nazywa się po angielsku, jak po holendersku i jak wymawiac.
Wydaje się naprawdę miła i wg mnie dużo ryzukuje zgadzajac się na mnie keidy nie umiem słowa po holendersku, a dzieci nie znają w ogóle angielskiego...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz