Niestety, obecnie moje życie jest mało spektakularne, ale myśle, że na wiosnę to wszystko się odmieni, i to nad czym teraz pracuje, przyniesie ciekawy efekt. Podoba mi się to, że nie jestem skupiona na jednej tylko opcji, przez co nawet nie mam jak sobie wyobrazić następnych kilku lat.
Wracając do ostatniego miesiąca, był sylwester, który dla mnie nazywał się "autostopowy sylwester". Ciekawy pomysł, autostopowicze z całej Polski, zjechali się do małej miejscowości koło Nowego Sącza. Miałyśmy szczęście, że jednym autem udało nam się dojechac z Wrocławia właśnie do Nowego Sącza. Poznałam kilka osób, których historie życia tylko motywują do tego by rzucic to wszystko i wyjechac. Zobaczymy.
Jedno z niewielu.
Nasz domek. Jakkolwiek wyglądamy, ale wspólne.
Tak, a potem było długo, długo nic, i wylot do Holandii na weekend, z której w zasadzie wróciłam kilka dni temu. Pieklismy bułeczki, lepilismy pierogi... Co ciekawe, moje pierwsze ruskie pierogi właśnie robiłam w Holandii. Przy pomocy dzieci było więcej ciasta niz farszu, ale ponoc im smakowały.
Dzieci mają już inną au pair, tym razem ze Szwecji. 2 wcześniejsze albo były niezrównoważone psychicznie, albo zwykłe oszustki. Mam nadzieję, że ta okaże się normalna.
Pheobe i robienie bułek na piknik.
Moi chłopcy.
Kuchnia po skończonym pieczeniu.
Nasz piknik. Była tez Linda, specjalnie przyjechała do mnie.
To jest ciekawe, keidy widzi, że mam aparat i mówię do niej- pheobe, look at me. Ona zawsze zrobi taką minę/uśmiech, nie wiem jak to nazwać. Uroczo to wygląda.
Tutaj księżniczka nie załapała, że będzie mieć zdjęcie.
A teraz kolejny miesiąc nauki, nauki, nauki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz