W tym własnie budynku składali przysięgę.
Słodcy są. Swiadkami byli własnie ich znajomi z Holandii, jeden z nich to nasz sąsiad, a drugi to jego partner.
Obrączki, z tytanu.
I obiad po. Pierwszy raz jadłam tak świetnie przyrządzone owoce morza!
Na ostatnim zdjęciu Pani z ambasady holenderskiej, która wyleciała do mnie z tekstem- o, dla Ciebie ryby tutaj musza byc nowością, bo Polska nie ma dostepu do morza. Niestety ją wyśmiałam i powiedziałam, że do tej pory uważałam, iż każdy zna choc trochę podstawy geografii, a w szczególnosci gdy Polska jest stosunkowo blisko Holandii. To później na każdym kroku starała się mnie poprawiac, np. karmiłam Phoebe ciastem używając widelczyka, zaczeła płakac, to od razu uslyszalam- uzywaj łyzeczki jak karmisz małą, ucz się! Nigdy nie zrozumiem takich paskudnych bab... W dodatku wypiła sama cala butelkę wina, upijając się i potem wracala autem. Ciekawe zachowanie.
CO ZA BABA, ale ślub w takim miejscu to fajna sprawa :)) np. w Lizbonie jest taki kościółek(?), w którym ślub funduje ksiądz/biskup ^^
OdpowiedzUsuńchyba się tam przejadę w razie potrzeby :P