Spędzajac tutaj wieczory glównie przy komputerze, zaczełam czytac ebooki, chociaż preferuje formy papierowe.
Pawlikowską znałam, ale jednak leży u mnie w pokoju tlyko jej kurs do nauki angielskiego. ta książka- Blondynka w dżungli życia, wprawiła mnie w ogromny zachwyt. Wiele jest książek o życiu, jak Alchemik, które są niezwykle popularne, ale czy jednak po przeczytaniu mają jakiś wplyw na życie? Ok, można zrozumiec, wyciągnac jakieś wnioski, ale nic więcej.
Ta książka rzuciła mi prosto w twarz co jest źle, co powinnam zmienic w sowim mysleniu by móc czerpac z neigo szczescie. Rozmawiając o niej ze znjaomymi, nazywalam ją- sowja malą biblią. Myślę, że po powrocie ją zakupie w wersji papierowej, i bede do niej wracac kiedy sie pogubie.
Pierwsze kilkadziesiąt stron jest o alkoholizmie, i trochę śrendio mi sie podobał taki wstęp, bo akurat ten problem mnie, ani nikogo z rodziny nie dotyczy, jednak pózniej, robi się co raz lepiej.
Przedstawione są proste sytuacje, w ktorych można znależc sposób typowego myślenia i refleksje pawlikowskiej, co warto, a czego nie.
Książka mocno dodała mi sił do tego co chce robic w życiu. Ponadto zauwazylam wiele wad w sowim zahcowaniu i zaczynam je "naprawiac" ;)
Kolejnym moim motywatorem jest blog Uli, ktory śledze od paru miesięcy, a od jakis 2 mc mam postanowienie, że przeczytam go w cąłości od początku podczas bycia tutaj. Zostało mi 12 dni operkowania, i tez jakieś 2-3 mc na blogu, więc jest dobrze.
Dziewczyna jest bardzo podobna do mnie, tez nienawidzi "siedzenia i kucia". Niezywkle dużo podróżuje. Jest trochę starsza, podejrzewam, że o jakieś 4 lata ode mnie. I mam wrażenie, że też powoli wkraczam w to wszystko, w czym "ona siedzi". Mozliwe, że za 4 lata moje wspomnienia będą podobne do jej teraźniejszych. Naprawdę, chciałabym.
Najcudowniejszy prezent czeka na mnie po powrocie do domu. Calkowicie "rozwalony" pokój. Rodzice zatęsknili i akurat teraz, po 2 latach moich próśb, znaleźli kogoś, kto zrobi mi w nim remont. najpiękniejsze jest to, że zaczynam od kompletnego zera. I naprawde trudno mi jest zdecydowac się na jeden pomysł, bo jednak mam ich mnóstwo na swój "wymarozny" pokój.
Cieszę się też bardzo, że po dzisiejszej rozmowie, keidy przedstawiłam im nieśmiało okrojone plany na najbliższą przyszłość, nie usłyszałam jak zwykle- skonczysz studia w Polsce, możesz wyjeżdzac gdzie chcesz. Naprawdę, brakowało mi wewnętrznie takiej akceptacji z ich strony, bo jednak w jakims stopniu jestem od nich uzalezniona, i to nawet niekoniecznie finansowo, ale nie chciałabym robic czegoś, co jest kategorycznie wbrew ich woli.
też lubię blog uli :)
OdpowiedzUsuń